John Ashberry i ja

22 lut

Czy zwyczajna koperta formatu A-3 z początku lat 80. XX w. może kryć interesującą zawartość? Jeśli trafiliśmy na nią w Domu Kuncewiczów, to zapowiada kolejne odkrycie.

W lewym, górnym rogu „naszej bohaterki” umieszczono stempel Ambasady USA w Polsce. Adres Juliusza Żuławskiego, wówczas prezesa polskiego oddziału PEN-Clubu, został przekreślony długopisem. W to miejsce ktoś dopisał ręcznie „Maria Kuncewiczowa”. Koperta (oznaczona w muzealnym archiwum przypisem „Inne”) kryje kilka kserowanych stron. Zaskoczeniem była fotografia, którą znaleźliśmy wśród kartek. O innym zdjęciu, dołączonym prawdopodobnie do tych materiałów wiedzieliśmy od dawna. Przedstawiało ono Susan Sontag. Zgromadzone w kopercie materiały są związane z pobytem w Polsce grupy amerykańskich literatów. Na zaproszenie „Literatury na świcie” do naszego kraju mieli przyjechać: Susan Sontag, Joyce Carol Oates, John Ashbery, Donald Barthelme oraz William Saroyan. Przyjazd zorganizował attaché kulturalny amerykańskiej ambasady w Polsce, Robert D. Jones. Niekwestionowaną gwiazdą tej ekspedycji był William Saroyan, pisarz, autor scenariuszy filmowych i dramaturg. Ostatecznie, w delegacji znaleźli się Sontag, Oates, Ashbert, Saroyan i Raymond Smith, dziennikarz z czasopisma „Ontario Quarterly”. Pobyt trwał dwa tygodnie, a amerykańscy goście odwiedzili m.in. Warszawę, Kraków i Lublin. Spotkali się z polskimi pisarzami i tłumaczami literatury amerykańskiej, a także z polskimi wydawcami i dziennikarzami. Uczestniczyli również w konferencji naukowej amerykanistów polskich, odbywającej się w Jadwinowie koło Warszawy.

Nieoficjalne spotkania były również interesujące, a jedno z nich odbyło się w willi Marii i Jerzego Kuncewiczów, w Kazimierzu Dolnym.

Maria Kuncewiczowa opowiadała m.in., że Saroyan zachwycił się huculskim piecem, znajdującym się w salonie kazimierskiego domu. Amerykanin ormiańskiego pochodzenia bez trudu „odkodował” znaczenie ornamentyki niektórych kafli. W jego opinii, bo symbolizujące schizmę wschodnią są dwa kafle z krzyżem i umieszczonymi po obu jego stronach palmami. Dom i gościnne przyjęcie (wpisy w księdze świadczą o tym, że „herbatka”, zakrapiana alkoholem bardzo się udała) spodobały się amerykańskim gościom. Chyba jednak nie na tyle, aby znalazły swoje odzwierciedlenie np. w pamiętnikach S. Sontag (wydawnictwo Karakter – dziękujemy za pomoc).

Podróż do Polski wykorzystała w jednym z opowiadań Joyce Carol Oates. To jej zdjęcie znaleźliśmy w kopercie z amerykańskiej ambasady. W opowiadaniu „Moja Warszawa 1980” z tomu „Ostatnie dni” opisuje historię wykładowczyni żydowskiego pochodzenia, Judith Horne. Przyjechała do Polski wraz ze swoim partnerem. Paradoksalnie, celem wyjazdu nie będzie uporządkowanie wiadomości o swoich przodkach (zginęli w Auschwitz), ale remanent we własnym życiu osobistym. Odwiedzane miejsca i poznani ludzie sprawią, że bohaterka opowiadania podejmie decyzję o zakończeniu nie rokującego związku.

Nie udało nam się dotrzeć do sztuki „Varsaw Visitor”, autorstwa Williama Saroyana. Dramat, będący jednym z ostatnich tekstów tego autora nie został przetłumaczony na język polski. (Przynajmniej my nie dotarliśmy do polskiego przekładu.)

Anegdotę dotyczącą wizyty amerykańskich pisarzy u Marii Kuncewiczowej przytacza w szkicach o poezji „Daj mu tam, gdzie go nie ma” Bohdan Zadura. Pani Maria, której byłem wcześniej przedstawiany – pisze poeta – tym razem także mnie nie rozpoznała. Wyciągając do mnie dłoń rzekła: – „Pan Ashbery, nieprawdaż? Bardzo mi miło. Bohdan Zadura wspominał o toastach, kanapkach i torcie makaronikowym, serwowanych gościom w Puławach oraz przejażdżkę Saroyana dziecięcą wyścigówką po puławskim parku. Pisarz podobno cieszył się jak dziecko z tego i innych doświadczeń. Złośliwi mieli wymyślić jego reakcję na wizytę w Oświęcimiu: Oh, wonderful. This is the best camp I have ever seen. Być może powodem intensywnego przeżywania każdej chwili był fakt, iż Saroyan był chory na raka. Znał diagnozę i zmarł w roku 1981.

Ciekawostka. To nie Saroyan, ale nikomu szerzej nieznany John Ashbery jest bohaterem wiersza Bohdana Zadury:

John Ashberry i ja (z tomu „Starzy znajomi”, 1986)

Mówimy gdzie indziej co innego w innych językach
Mam nad nim tę przewagę że rozumiem kilkaset jego słów
gdy on domyśla się znaczenia kilku moich Spotkaliśmy się
dwa razy Raz tu raz tam Więc kwita

Kilku wspólnych znajomych Kilku wspólnych zmarłych
Nocą za oknem samolotu powietrze nad Nowym Jorkiem
Żółtobrązowe jak w koronach drzew włostowickiego cmentarza we Wszystkich Świętych
Prześwietlona mgła i krystaliczny gin

Porównał pociąg rozcinający krajobraz
do suwaka w błyskawicznym zamku Wiem więcej niż potrafię nazwać
w tym przypadku akurat bo bywa odwrotnie

Nigdy nie miałem skłonności do awangardy
Chciałbym być dobrze zrozumiany
Nie sądzę żeby to była replika Ani kradzież

Kim dla „szkoły nowojorskiej” był John Ashbery wiedział Piotr Sommer, tłumacz poezji amerykańskiej, współpracujący z „Literaturą na świcie”. 25 maja 1980, w dniu odlotu do USA, przeprowadził z Ashberym wywiad. Opublikowano go dopiero w 1986 r. w „niebieskim”, nowojorskim wydaniu „Literatury na Świecie”. Wiersze Ashbery’ego towarzyszyły m.in. prezentacji twórczości Alana Ginsberga i Franka O’Hary. Nic dziwnego więc, że „niebieski” numer „Literatury” ma na swojej półce wielu polskich współczesnych poetów „młodego pokolenia”. My skorzystaliśmy z niego po to, by zrekonstruować przebieg zdarzeń. Piotr Sommer umieścił część faktów w przypisach do wywiadu.

Wśród wiernych tłumaczy (choć w przypadku poezji lepszym byłoby stwierdzenie autorów przekładu) Ashbery’ego są do dziś Piotr Sommer i Bohdan Zadura.

Aby zaostrzyć Państwu apetyty na współczesną amerykańską poezję, przywołajmy dwa przekłady wierszy J. Ashbery’go. Pierwszy, zaczerpnęliśmy z felietonu Anny Warso o poecie, zamieszczonym w „Małym Formacie” w roku 2018.

Ten wiersz zajmuje się językiem na bardzo prostym poziomie
Spójrz jak do ciebie mówi. Wyglądasz przez okno
Lub udajesz zdenerwowanie. Masz go, ale go nie masz.
Tracisz go, on traci ciebie. Tracicie się wzajemnie.
[…] Rozegrało się jeszcze raz. Myślę, że jesteś tylko po to,
Żebym to robił, rozdrażniony przez ciebie, na twoim poziomie i wtedy znikasz
Albo zmieniasz postawę. A wiersz
Sadza mnie miękko przy tobie.
Ten wiersz to ty.

Czym jest poezja

Średniowiecznym miastem, z fryzem
Skautów z Nagoi? Tym śniegiem,

Co spadł wtedy właśnie, gdyśmy tego chcieli?
Pięknymi obrazami? Próbą uniknięcia

Pojęć, jak w tym wierszu?

Drugi – to zaledwie krótki fragment, mogący stanowić motto dla każdego z Czytelników;

Nie możesz już tego tak powiedzieć

Jeśli nie daje ci spokoju piękno, musisz

Wyjść na dwór, na polanę,

I odetchnąć. Cokolwiek Ci się zdarzy zabawnego

Na pewno będzie w porządku. Byłoby dziwne, gdybyś

Wymagał więcej (…)

(A imię jej un pictura poesis, przekł. Piotr Sommer)

A pointą będzie wypowiedź Susan Sontag, której fotografia jest „sprawczynią” poniższego tekstu. Jakiś czas po wizycie w Polsce, gdzieś w Europie Sontag spotkała się z Marią Kuncewiczową. Zachowała się trochę jak… Maria Kuncewiczowa na widok Bohdana Zadury, niekoniecznie pamiętając „koleżankę po fachu”, ale doskonale – atmosferę i klimat domu w Kazimierzu Dolnym, w którym 21 maja 1980 r. podejmowano ją polską wódką.

Logo

Muzeum Nadwiślańskie

Odkryj przeszłość dla przyszłości Naszą misją jest rozpoznać, ochronić i pokazać unikalne dziedzictwo kultury i sztuki, wpisane w przyrodę i historię Kazimierza Dolnego i jego okolic; przekonać, że ich różnorodność inspiruje twórczą postawę wobec rzeczywistości, pozwala znaleźć w niej przyjazne miejsce oraz zrozumieć własną tożsamość.


Kontakt

  • ul. Rynek 19 24-120 Kazimierz Dolny
  • tel. 81 881 02 88
  • sekretariat@mnkd.pl
  • SEZON ZIMOWY WINTER SEASON 1 października – 31 marca 1st October – 31st March środa – poniedziałek 09:00-16:00, czwartek – wtorek 09:00-15:00. SEZON LETNI SUMMER SEASON 1 kwietnia – 30 września 1st April – 30 st September - codziennie / everyday 10:00-17:00
Translate »
error: Dostęp zabroniony !!